Wyniki wyszukiwania dla hasła: warsztat maszyn rolniczych

Zapraszamy do warsztatu elektromechaniki pojazdowej.
Naprawiamy, regenerujemy i sprzedajemy wszystko
co zwiazane
z alternatorem i rozrusznikiem
w wiekszosci pojazdow uzytkowych :
- osobowe,
- ciezarowe,
- wozki widlowe,
- maszyny rolnicze.

Zapraszamy do warsztatu i sklepu.

Turbo Starter
ul Grunwaldzka (wylot)
tel. 085 74 666 97
wjazd z ul. Boh. Monte Cassino
w ul Sosnowa
(miedzy stacja lpg a przystankiem)



| Czy Ktos z grupy zna sie na dziejach okupacyjnego
| karabinu maszynowego "Blyskawica" ? Co o tym
| slyszeliscie ?


Prawidłowo - pistoletu maszynowego, albowiem była to uproszczona wersja
brytyjskiego STENa na nabój Parabellum, kal. 9mm. Własciwie nie tyle
wersja uproszczona, bo STEN Mk II był w druncie rzeczy kawałem rury ze
sprężyną, krótką lufą i prymitywnym zamkiem swobodnym, ile wersją
dostosowana do produkcji i użytku w warunkach okupacyjnych.
Co do osób konstruktorów zdania są podzielone; jedni wymieniają
Wielaniera i Kręglewskiego, inni inż. Zawrotnego, jeszcze inni mieszają
do tego inż Wilniewczyca (skrajnie nieprawdopodobne).

"Błyskawice" produkowano konspiracyjnie w kilku warsztatach i fabrykach
pod zarządem niemieckim. O ile dobrze kojarzę, technologia produkcji luf
i dostosowanie broni do zasilania "trofiejną" amunicją zostały
opracowane w fabryce maszyn rolniczych w Suchedniowie.

Zestaw do wykonywania luf metodą przeciągania był do obejrzenia w MWP.

J.


Witam serdecznie.
Posiadamy w stalej sprzedazy szeroka oferte rozrusznikow i alternatorow
do wszystkich rodzajow pojazdow :auta osobowe, ciezarowe,
maszyny rolnicze oraz wozki widlowe.
Posiadamy takze w sprzedazy czesci zamienne do rozrusznikow i alternatorow.
oferuje produkty nowe : oryginalne oraz zamienniki ( import wlasny ),
produkty regenerowane oraz duzy wybor czesci uzywanych.
Ponadto oferuje profesjonalna regeneracje  z materialu klienta.
Dla klientow hurtowych proponuje duze rabaty
Na miejscu jest warsztat, naprawiamy  wszystkie pojazdy
Dla aut ciezarowych jest duzy plac manewrowy
pozdrawiam i zapraszam do wspolpracy
Michal
Turbo Starter Bialystok
tel / fax (085) 74 666 97
zapraszamy w godz. 8-17

Gdzie można wykupić plakietkę?

Specjalne plakietki można wykupić w wydziałach komunikacji oraz urzędach dzielnicowych, gdzie ich koszt wynosi ok. 5 euro. Plakietki są także dostępne w stacjach diagnostycznych (np. TÜV, DEKRA) oraz autoryzowanych warsztatach, z tym, że nie są one związane urzędową ceną i mogą powiększyć ją np. o koszt ustalenia normy czystości spalin, która nie jest podana w dokumencie rejestracyjnym pojazdu. Z obowiązku posiadania plakietki wyłączone są m. in. następujące rodzaje pojazdów: motocykle i pojazdy trójkołowe, samochody policji, straży pożarnej i wojska, karetki pogotowia, specjalnie oznakowane pojazdy przewożące osoby niepełnosprawne oraz maszyny budowlane i rolnicze. Ponadto w uzasadnionych przypadkach osoby posiadające pojazdy zaklasyfikowane do 1 grupy mogą ubiegać się o wydanie ograniczonego w czasie specjalnego zezwolenia na wjazd do „zielonej strefy".

http://www.berlin.polemb....hp?document=928


Witam czy orientuje sie ktos czy gedzies w Norwich są jekies bractwa rycerskie czy moze ktos wie gdzie mozna coś z takich rzeczy jak zbroja,miecze np półtorak albo jedynki a może jest ktos kto nalezy do jakiegoś bractwa rycerzy pozdrawiam
A MOŻE JEEST KTOŚ W NORWICH TO TEZ NALEŻY NALEŻAŁ DO JAKIEGOŚ BRACTWA RYCERZY W POLSCE

POZDRAWIAM?!


Witam!
Prawie trzy lata temu byłem na lokalnym zlocie zabytkowych samochodów w małej miejscowości zaraz za Norwich, oprócz samochodów były też zabytkowe maszyny rolnicze (traktor parowy wymiatał!! ) można było sobie kupić roślinki do ogródka, w lokalnej świetlicy była wystawa lokalnych kolekcjonerów maszyn do pisania itp. itd. Ale także widziałem coś co powinno Cię zainteresować, mianowicie pokazy walk lokalnych rycerzy, pokazy strzelania z łuków (prawdziwych a nie sportowego dziadostwa), można było też zobaczyć jak żyli ludzie w średniowieczu (takie mini warsztaty zorganizowane przez pasjonatów, być może byli z jakiegoś lokalnego bractwa rycerskiego ponieważ zorganizowane to było dość profesjonalnie), pamiętam że w rozmowie ze "zbrojmistrzem" wyszło że w Norwich jest sklep z bronią z tamtej epoki czynny raz w tygodniu, a poza tym powiedział że Polacy robią najlepsze zbroje w Europie i podał nam adres do czeskiego sklepu internetowego Jak się nazywała ta miejscowość w której spędziłem niedzielny ranek i gdzie jest ten sklep w Norwich niestety nie pamiętam już tak samo jak adresu tej strony.
Pozdrawiam!

Mam serię zdjęc z 1964 roku. Jakośc kiepska, ale widac sporo.

Pierwsze, które mnie intryguje. Jest rok 1964. Budynek seminarium jakby częsciowo odbudowany. Wygląda na użytkowany. Na podwórzu traktory. Nad bramą kawałek szyldu. Czyżby budynek się spalił później? W 1969 podczas kręcenia filmu były juz ruiny.
Czy ktoś to wyjaśni? Czy ktoś pamieta ten zakład? POM? Niemiec, który zrobił to zdjęcie napisał, ze w budynku był warsztat dla traktorów i maszyn rolniczych. Może POM (Państwowy Ośrodek Maszynowy w Drawsku)?



Inne zdjęcia wkrótce....

Na ostatnim zdjęciu bardzo ciekawe postacie tykocińskie. Ten pan w kapeluszu obok Wandy Bohadanowiczówny to Aron Lib, aptekarz tykocińskli. Był Żydem. W latach 30-tych apteka w Tykocinie była własnością dwóch aptekarzy: Arona Liba i Nochima Goldzina. Aron Lib prowadził tę aptekę do ostatniej wojny. Gdy weszli Niemcy, pracował tam razem z Zygmuntem Bohdanowiczem ( na zdjęciu jest żona Zygmunta Serafina oraz ich dzieci: Wanda i Jurek). Liba zabrali Niemcy do Łopuchowa na śmierć 25 sierpnia 1944 r. Muzeum posiada Dziennik Recepturowy z tego okresu z podpisami Bohdanowicza i Liba. Aleksandra Jucewiczowa z domu Tercjak, babcia Elzbiety Czerniakowskiej, była żoną Oktawiana Jucewicza, właściciela warsztatu mechanicznego w Tykocinie przy Choroszczańskiej. Jucewicz robił maszyny rolnicze, o czym już była mowa na Forum Tykocin 1425. Aleksandra w czasie I wojny światowej była nauczycielką w szkole w Jeżewie. Została aresztowna przez Niemców za działalność konspiracyją w POW. Po I wojnie działaŁa w Organizacji Strzeleckiej w Tykocinie. Na pierwszym zdjęciu jest ta organizacja na dziedzińcu Alumnatu w czasie Wielkiejnocy.

Technika Rolnicza i Leśna jest kierunkiem o charakterze techniczno - rolniczym.
Absolwenci tego kierunku posiadają szeroki zakres wiedzy technicznej, uzupełnionej wiadomościami z dziedziny rolnictwa, leśnictwa i ekologii. Taka wiedza zapewnia absolwentom nabycie umiejętności rozwiązywania współczesnych i przewidywanych w przyszłości problemów z zakresu techniki wykorzystywanej w procesie produkcji płodów rolnych, czystych pod względem ekologicznym i ekonomicznie uzasadnionych, w procesie ich przetwarzania oraz utrzymywania. Absolwenci kierunku TRiL mogą podjąć pracę w zakładach produkcyjnych, związanych z przemysłem leśnym i w sektorze energetycznym, stacjach obsługi i warsztatach naprawczych maszyn rolniczych, w szkolnictwie zawodowym, średnim, wyższym oraz w ośrodkach badawczo -rozwojowych. Mogą prowadzić własne przedsięwzięcia związane z szeroko rozumianym „agrobiznesem”.

Studenci kierunków Technika Rolnicza i Leśna oraz Mechanika i Budowa Maszyn, w ramach studiów mają możliwość zdobywania międzynarodowych certyfikatów komputerowej firmy Autodesk w zakresie programów Mechanical Desktop i AutoCAD 2000.
W celu zapoznawania studentów WNT z najnowszymi osiągnięciami nauki oraz elastycznego dostosowywania wiedzy studentów do wymagań rynku pracy plany i programy studiów są stale unowocześniane. W programach nauczania szczególny nacisk kładziony jest na praktyczne wykorzystanie nowoczesnych technik informatycznych.

Absolwenci kierunku studiów TRiL mają szerokie możliwości podjęcia pracy satysfakcjonującej ich zarówno pod względem merytorycznym, jak i finansowym.

Rewelacja!
Twoja kolekcja jest świetna! Uwielbiam maszyny rolnicze, a kilka które prezentujesz chętnie widziałbym u siebie...

Podobają mi sie Norscoty, które są fajna alternatywa dla Wikinga.
Moim marzeniem jest mieć kiedyś MB Traca lub Unimoga i gdy zawsze je widzę to miska mi się sama cieszy! Zajebiste maszyny!
Unimog + kosiarka i przyczepa Krone wyglądają świetnie! Widze, ze do sezonu jesteś świetnie przygotowany

Moze założysz temat w forumowym Warsztacie z opisem jak zrobiłeś Unimoga z opryskiwaczem, może to zachęci kilka osób do pójścia w Twoje ślady...

Gratuluje kolekcji

Witam wszyskich kolegów spawaczy .Planuje zakup urządzenia MIGMAG ,używany będzie w małym warsztacie ślusarskim. (naprawy maszyn rolniczych,ogrodzenia,itp.)Chciałbym zmieścic się w kwocie ok.3000PLN wybrałem ESAB ORIGO MIG C 170.Proszę o opinie na temat tego MIGa, a może coś tańszego i lepszego? .Z góry dzięki za info ,i jeszcze raz serdecznie pozdrawiam

Wartościowanie czego kolwiek jest względne ... ale dla mnie było w tym filmie ( 9 KOMPANIA) kilka niespotykanych w kinie wojennym wątków.. czy ja wiem.. Do samego warsztatu filmowego , gry aktorów, scenariusza, ujęć, efektów specjalnych czy muzyki nie mam zastrzeżeń.. ZWŁASZCZA MUZYKA JEST BARDZO ALE TO BARDZO KLIMATYCZNA!!! juz same napisy początkowe wprowadzają widza w poczucie że się przyszło do kina na film dobrej jakości... więc podsumowując... jak dla mnie dobry...


Nie bylem na tym filmie, nie wiem o czym jest oprocz tego ze o wojnie w Afganistanie. Ale mam i miałem pewne obawy słysząc o tym filmie. Bałem sie czy to nie bedzie jakas Putinowska poropaganda na modłe filmów ze czasów ZSRR... Ale jak rafaelion zachęca to napewno obejrze bo wojenne kino lubie:)

No więc tak. Przerabiałem temat cieknących węży jesienią ubiegłego roku. Jeżeli cieknie w miejscu łączenia gumowego węża i rurki(zdaje się są aluminiowe) trzeba to zregenerować. Oczywiście można kupić nowe elementy - do mojego e36 potrzebowałem dwóch wężyków z kawałkami rurki - cena w sklepie po rabacie ok. 420 zł. W serwisie nawet nie pytałem bo nie chciałem się załamać. Zacząłem szukać kto mógłby mi to naprawić. Okazuje się, że takie coś można zregenerować np. w warsztatach zajmujących się sprzętem hydraulicznym, np. zakłady naprawsze taboru kolejowego, zakłady naprawcze sprzętu rolniczego itd. W Warszawie podzwoniłem troszkę po warsztatach naprawiających układy kierownicze i mówiono mi cenę ok. 300-350 zł za całą usługę, czyli regenerację, wymianę oleju i robociznę. To jednak jak na kieszeń biednego studenta było ciut przydużo. W moich rodzinnych stronach, czyli w okolicach Ostródy jest zakład regenerujący takie elementy gdzie sobie to zrobiłem. A teraz najlepsze: cena za wszystko, czyli regenerację, najwyższej klasy olej i robociznę wyniosła mnie..... 110 zł. Od tego czasu na żadnym elemencie układu kierowniczego nie ma nawet kropelki oleju.

P.S. Regeneracja polega na tym, że jest montowany nowy wąż i ponownie zaciskany(nowy też jest zacisk) na specjalnej maszynie. Gostek, który mi to robił powiedział, że wąż, który mi założył, wytrzymuje 300 atmosfer(w to wierzę, bo jest gruby i zbrojony stalą ) - stosuje się takie w podnośnikach hydraulicznych Do tej operacji musiałem w warsztacie wymontować ten element, który przeciekał, czyli gumowy wężyk z kawałkiem rurki.

dzieki PIT za ten opis, nie masz sie tu z czego tlumaczyc, watek techniczny w Pomocy technicznej, zadne zasady zlamane nie zostaly )
Czy sie oplaca tak ozywiac padajace aku to inna kwestia. Bateria w motocyklu nie kosztuje duzo wiec faktycznie chyba lepiej kupic nowa, ale naprawde duze akumulatory (ciezarowki, maszyny rolnicze) to juz i duze pieniadze wiec powyzsza metode warto zastosowac. Zreszta nigdy nie wiadomo kiedy aku odmowi posluszenstwa (qzn doswiadczyl) i nie zawsze sklep jest tuz za rogiem.
Zgadza się! (-:
Powodzenia życzę i naprawdę uważaj przy tej robocie bo to nie żarty! Wszędzie tam piszą, aby nie lekceważyć mocy tego kwasu i zachować ostrożność! A i nie zbliżać się z otwartym ogniem (wodór się wydziela) dać się bateryjce odgazować (Afe..)(-: z 0,5h przed podłączeniem. Po naładowaniu do pełna w celach bateryjki jest dużo wodoru i iskrzenie przy podłączaniu może spowodować wybuch baterii, to nie żarty! To taki mały Hindenburg! Widziałem szczątki takiego aku, jak koleś na warsztacie wziął bateryjkę świeżo po ładowaniu bo chciał sprawdzić rozrusznik który naprawiał więc dotknął nim do klemy minusowej a plus zwarł jakimś kluczem i wcisnął elektromagnes... bomba wodorowa tfu bateryjka kwasowa była firmy Bosch zostało z niej popękane denko a reszta rozprysnęła się po hali chlapiąc kwasem na około koleś miał lekkie poparzenia ale oczy i paluszki zachował. Widziałem tylko szczątki ale huk był taki, ze się wszyscy zlecieli z całych warsztatów. Piszę to nie po to aby straszyć chcę po prostu abyś nie bagatelizował tego zjawiska bo może być niebezpiecznie.
Żelówki też mają ostrzeżenie o możliwości wybuchu )-:

Marcin, musiałbyś zobaczyc jak pewne rzeczy były zrobione przez tych panów, mój żal nie jest bezpodstawny, poprzedni właściciel owszem zaniedbał auto, ale oni np. wymieniali mu paski, i np. pasek alternatora pochodził z... maszyny rolniczej, pourywane też były wszystkie czujniki, chciałem tam też odzyskać obudowę pod silnik, ale sie im gdzieś "zapodziała", a sami przyznali, że ja sciagali i była połamana, w sumie co ma mnie to obchodzić? Nawet jeśli była połamana powinni ja albo oddać właścicielowi, albo trzymać w magazynie, no ale moze komuś była potrzebna?.... Kolejną sprawą są świece żarowe, do ich wymiany potrzebne są odpowiednie klucze i ich wymiana jest dosc trudna, poprzedni właściciel powiedział, że zmieniał je w tym warsztacie, o którym tu mowa, każda świeca była z "innej beczki", a mechanik, który zna się na rzeczy powinien raczej wiedzieć, że świece zmienia sie w komplecie. Śruby na kolektorze były zmienione na zwykłe, a wiem, że były, bądź powinny być miedziane/mosiężne. Takich rzeczy było sporo i wyniknęły podczas naprawy auta.

Według mnie ci "mechanicy" powinni zostać przy naprawie traktorów, a nie samochodów. Wina jest też po stronie poprzedniego właściciela, zaniedbał tak kultowe auto i dodatkowo zlecił naprawę tym "fachmanom"

Możliwe Kolego, że jesteś zadowolony, być moze robią jak należy auta wybranym ludziom/znajomym. Auto które reanimuję, a które oni "serwisowali" było źle naprawiane.

Z warsztatów, które z czystym sumieniem polecam to warsztat Zbigniewa Siwca na Osiedlu Kabaty.

Pozdrawiam!

Wiele przejmujemy z Zachodu. Ostatnio słyszałem, że we Francji ludzie parający się rolnictwem mieszkają jakby w małym miasteczku W środku osady jest szkoła i jeden duży market jest kilka uliczek przy których stoją piękne wille. Rolnik rano wsiada do auta i jedzie na swoją farmę oddaloną do ok. 20 km. od miejsca zamieszkania. Tam się przebiera i pracuje jak my w swoich zakładach pracy. Miejscowość jest wśród pól, łąk. Zabudowania z inwentarzem, maszynami rolniczymi czy magazynami, warsztatami są właśnie tam, oddalone od zabudowań mieszkalnych. Nikt nie wącha nawozu, nie słyszy odgłosów warsztatów naprawczychitd. Myślę, że to ciekawy wzór do naśladowania. Oczywiście tak nie jest i we Francji wszędzie ale kto wie czy do tego nie dąży się

Ten temat był na starym forum ale myslę że warto do niego wrócić. Jakby Kaiser wrzucil tamto zdjęcie to by było fajnie. Wiadomo ze budynek był tam gdzie warsztaty samochodowe przy ulicy Kwidzyńskiej za skwerem.
Mnie interesuje kto był wlasciciełem bo zacząłem szukać i mam watpliwości. Pojawilo się nazwisko Kehler bo mam taką tabliczke a w książce Zebrowskiego jest wspomniany jako wlasciciel Daladat a wydaje mi sie że na kartce prezentowanej przez Kaisera bylo jeszcze inne nazwisko.
I teraz najważniejsze w jakich latach kierowali oni tym zakladem?
Macie jakieś tropy, pomysly to piszcie.

To może ja zacznę
Gorąco mogę polecić klubowiczom sklep a jednocześnie warsztat samochodowy tanio można kupić olej ,akumulator, opony a także inne części samochodowe ,do maszyn rolniczych tez sie coś znajdzie , maja stacje diagnostyczna,wiec przegląd śmiało można zrobić ,rzetelni ludzie i znają sie na rzeczy (mi osobiście pomogli rozwiązać problem z drżeniem silnika na wolnych obrotach i od tamtej pory serwisuje u nich moje vento)
MILEROL Sp.J.
M.Oleszek
ul:Partyzancka 11b
Milejów

Witam
Kamil5 jak sie nie mylę to posiadasz moją przerobiona ramę. Jestem ciekawy co z tego wyjdzie i na jakim etapie są prace???
Co do zębatki to popytaj w jakimś warsztacie który naprawia japonie tam często ludzie wymieniają napędy a stare zębatki wyrzucają a taka zębatka w tego typu sprzęciorze to polata jeszcze ho ho ho!!!

Drugi trop to bez śmiechu ale sklep z częściami do maszyn rolniczych jak kumaty sprzedawca to zaproponuje ci coś do dopasowania np. od BIZONA czy sadzarki do ziemniaków!!

Pozdro jacekMZ

Witaj , dzięki za zainteresowanie tym tematem, co do pieniędzy i ich wielkośći to musisz odwiedzić swoje biuro powiatowe agencji i wszystkiego się dowiesz bo każdy urzędas inaczej interpretuje przepisy. U nas jest tak że pieniądze dostajesz w formie dofinansowania bezzwrotnego ,trzeba zrobić biznesplan i na 75% pieniędzy mieć faktury. Z tego co się dowiedziałem to działalność taka musi być związana z rolnictwem a więc mój pomysł na tartak odpada, i ja osobiśćie dałem sobie z tym spokój. Gdybym chciał otworzyć warsztat naprawy maszyn rolniczych ,lub firme która bieli obory to już inna sprawa.Pozdrawiam...

Poszukuje pracy w gospodarstwie rolnym na posadzie traktorzysty oraz jednocześnie mechanika maszyn rolniczych.

Interesuje mnie objęcie pracy z dniem 1 lipca do 30 sierpnia. Jestem jeszcze uczniem IV klasy Technikum Mechanizacji Rolnictwa. Szkołę kończe 15 kwietnie następnie mam matury w maju i egzamin zawodowy w Czerwcu więc interesuje mnie praca od lipca.Wyjeżdrzam gdyż chcem zarobić na studia. W szkole miałem warsztaty, oto działy:
-obróbkę mechaniczną (tokarki)
-obróbkę plastyczną metali (kuźnia)
-spawanie gazowe
-spawanie elektryczne (migomat lecz elektrodą też potrafie)
-obróbkę ręczną metali
-elektrotechnikę
-obsługa i naprawa pojazdów rolniczych
-obsługa i naprawa maszyn rolniczych

Jestem osobą komunikatywną, szybko się uczącą, młodą z dużymi ambicjami. Posiadam prawo jazdy kat. B i T. Znam język angielski dość komunikatywnie. Odbywałem praktyki na gospodarstwach rolnych.(wiosna, lato, jesień)
Zostawiam swój adres E-mail Pawelek_rr@wp.pl Czekam na odopowiedź.

zmyliła mnie podpowiedź z ulicą której nazwa jest związana z tym człowiekiem
przypomnę zatem podpoorkę
Nazwa ulicy pośrednio ma związek z tą branżą.
Jak zatem widzisz chodziło o związek nazwy ulicy z branżą, a nie z osobą.
Jak wiemy, na początku Warsztat H.C. zajmował się min. prod. i naprawą maszyn rolniczych oraz broni palnej. Stąd też nazwa ulicy.
proponuje urządzenie takiego konkursu (...) ze zdjeciami charakterystycznych i ciekawych miejsc w Poznaniu bądź okolicach
Obiema rękoma głosuję ZA i zachęcam wszystkich użytkowników forum do polowania na zagadkowe, ciekawe miejsca w niezbyt dalekiej okolicy, ot choćby z aparatem w "komórce" (jak ja to zrobiłem ).
Były na tym forum już kiedyś podobne wątki ale jakoś zaniknęły, a szkoda...

Jaką szkołę rolniczą? Szkoła w Karolewie to Zespół Szkół Licealnych i Zawodowych - kierunków rolniczych tam praktycznie prawie nie ma. Co więc będzie przejmowało ministerstwo?

Leonardo, Zespół Szkół Licealnych ma kierunki rolnicze, ale oprócz tego nie ma żadnej bazy-zaplecza warsztatowego, całą bazę kształcenia praktycznego posiada Centrum Kształcenia Praktycznego-jest ono bardzo dobrze wyposażone w maszyny i urządzenia, posiada pracownie i inne warsztaty w tym warsztat w Reszlu. Kierunki rolnicze to Technik żywienia i gospodarstwa Domowego( cieszący sie wielka popularnością), Liceum Agrobiznesu, technik mechanizacji rolnictwa, mechanik operator.

Witam serdecznie wszystkich Forumowiczów.

Moje pytanie jest bezpośrednio związane z sytuacją jaka mnie spotkała kilka dni temu. Mianowicie: Temat dotyczył dużej hali przemysłowej zaadaptowanej na kilkustanowiskowy warsztat dla maszyn rolniczych.

Instalacja elektryczna została zrealizowana przy pomocy systemowych ciągów koryt perforowanych. W trakcie prac elektroinstalacyjnych na obiekt wkroczyli ludzie ( najprawdopodobniej nie byli to eksperci ) od instalacji sprężonego powietrza. Żeby ułatwić sobie prace zaproponowali układanie rurek, węży pneumatycznych instalacji pneumatycznej w "naszych" korytach kablowych.

Definitywnie zaprotestowałem i się na to nie zgodziłem, co wydaje mi się oczywiste. Tak jak ryba pływa w wodzie a krowa po pastwisku tak niech i "pneumatyk" nie miesza sie do czyjegos pastwiska. Moje pytanie zatem brzmi:

Czy istniaje jakaś norma/przepis ustalający jakiekolwiek restrykcje wytyczne przebiegu instalacji pneumatycznej względem elektrycznej?

Nie mam jakichkolwiek wątpliwości co do mojej opisanej wyżej decyzji. Jednak chciałbym na przyszłość wiedzieć jakim przepisem powinienem taka sytuacje argumentowac.

Pozdrawiam i liczę na Was!


Ojojoj az tak ciężko???(mogę prosic o instrukcje demontarzu??)


Musisz wymontowac dolny lewy wahacz:
 - demontujesz 2 obejmy, ktore mocuja drazek stabilizatora do wahacza,
 - odkrecasz amortyzator od wahacza,
 - odkrecasz sworzen od kola,
 - odkrecasz wahacz od listew zawieszenia (musisz poluzowac nakretke a potem
odkrecic imbusem srube),
 - wyciagasz wahacz z rurowiska...
Teraz zanosisz sam wahacz wraz z nowym sworzniem do kogos kto Ci go wymieni i
tlumaczysz tej osobie, zeby nowy sworzen wbic tak, zeby te naciecia co sa na
tej plaskiej stronie byly skierowane rownolegle do osi pojazdu (czyli
prostopadle do osi tej gladkiej rurowatej czesci wahacza).  Jesli to nie
zostanie zachowane to nowy sworzen bedzie trzeba wymienic bardzo szybko
ponownie.  Popros tez zeby Ci nie poniszczono tej rury w gladkim miejscu.
W miedzyczasie mozesz wymienic ta gumowa uszczelke zawieszenia (tam gdzie
wchodzi wahacz do rurowiska) - zalecane.  Jak bedziesz kupowal ta uszczelke to
popros o dolna - gorna jest inna jesli sie nie myle.
Mozesz takze sprobowac sam wybic ten sworzen, jesli masz odpowiednie narzedzia
(jakis bardzo ciezki mloteczek, prase 30-tonowa?).  Potem wbijasz nowy...
Po tym wszystkim montujesz wsio sporwotem do kupy.  Nasmaruj tez zawieszenie
swiezym smarem (4 punkty - bedziesz potrzebowal tawotnice, mozna ja kupic w
sklepie z czesciami do maszyn rolniczych).  Po calej operacji sprawdz jak auto
sie prowadzi - moze byc potrzebna korekta ustawienia kata pochylenia kola lub/
i zbieznosci kol przednich.  Z tym tez mozesz sobie poradzic sam, ale lepiej
jak zrobi to ktos w warsztacie ze sprzetem.
Powodzenia!

Pozdrawiam,
SPB




| Spojrz na dragi from USA - wlasnie takie pikapy z lat '40 - '60
| najwspanialej wygladaja :)))
| Wole zeby "Babcia" zyla po takim liftingu anizeli robila za dawce
narzadow
| do jakiegos ciagnika czy innej maszyny rolniczej :\\
Wiesz... na Hameryce swiat sie nie konczy...
im tez smakuje pasza pt. hamburger popita uni-
wersalnym rozpuszczalnikiem do zapieczonych srub,
zwanym przez niektorych Coca Cola... podczas gdy ja
wole medalion cielecy popity bialym winem... ;-)))


Porownanie pomyslowe ale cokolwiek nietrafione :) - babci warszawce blizej
do schabowego z kapusta popijanego kwasem chlebowym anizeli do medalionu z
winem :)))
Pewno, ze lepiej dla historii polskiej techniki (motoryzacji) byloby aby
zachowac jak najwiecej orginalnych pojazdow o jak najwyzszym stopniu
orginalnosci ale nie popadajmy w skrajnosci - ktos gdzies na pewno ma taka
Warszawe 110% orginalna ;)))

Co do hamerykanskiej kuchni nie bede sie wyrazal (NTG ;)) bo i o gustach nie
powinno sie dyskutowac ale stoje twardo na stanowisku, ze lepiej ze zyje w
takiej postaci anizeli mialaby trafic do hutniczego pieca :)
Sam mialem kiedys okazje polegajaca na trafieniu Zisa 111 (o ile dobrze
pamietam ;)) w dwoch egzemplarzach, z czego jeden w myslach (ten lepiej
zachowany) mialby byc zrobiony na tiptopowego orginalnego weterana a ten
drugi (szrot szrotow) po zuzyciu go jako dawcy narzadow dla pierwszego mial
byc zrobiony na draga wlasnie - z innym podwoziem, z innym silnikiem, bez
chromowanej zewnetrznej armatury, z zupelnie inna aranzacja wnetrza itepe...
:)))
Heh... marzenia i plany - dlaczego nie jestem bogatym rentierem z zajebiscie
wielkim warsztatem w hangarze dla latajacych fortec?... ;))))))))

pozdrrrawiam serrrdecznie :)))

zbYszek (z glowa wielka i ciezka od pomyslow) ;))))




zanim Tiegenhof zeskanuje te obiecane zdjęcia trzeba by opowiedzieć trochę histori Franza Komnicka .

Franz Komnick



jeden z trzech pionierow przemysłowych tamtych czasow na wschodzie Niemiec .

Franz Komnick
Ferdinand Schichau
August Venzki

Franz Komnick urodził się 27 . 11 .1857 r. we wsi Trappenfelde /Marienburg.
ojcec Fridrich Wilchelm Komnick był mistrzem kowalskim , ktory poza warsztatem kowalskim posiadał ziemię i zajazd z restauracją .
matka Renate-Henriete z domu Kutzner pochodziła także z rodziny rzemieślniczej ,ojciec jej był Rad- und Stellmachermeister ( proszę podpowiedzieć jak to brzmi w języku polskim ) w Klein Lichtenau bei Danzig.

nazwy Komnicken bei Zinthen/Heiligenbeil , Komnick-Krug bei Koenigsberg , Komnick-See w powiecie Mohrungen .
kiedy przodkowie F. Komnicka przywędrowali nad Wisłę dokładnie nie wiadomo ale co najmniej 250 lat temu i już od generacji w okolicach Tigenhof zajmowali się rolą i kowalstwem

Franz po ukończeniu szkoły podstawowej poszedł w ślady ojca wyuczając się zawodu kowala.
a że był to akurat czas " wymiany " pługa drewnianego z lemieszem ze stali na na pług całkowicie stalowy ,
kowale nie nażekali na brak pracy , a można wręcz powiedzieć , powodziło im się bardzo dobrze .
po wyuczeniu się zawodu Franz poszedł na 9 lat na tzw. wędrowke.
w tym okresie pracował między innymi w "Hannoversche Maschinenbau - Aktiengesellschaft, vorm. Georg Eggestorff " in Hannover-Linden (poźniej Hanomag) gdzie pracował przy budowie stacjonarnych maszyn parowych .następnie w Düsseldorfie poznawał dokładnie w fabryce lokomotyw "Hohenzollern Aktiengesellschaft" budowę tychże . następnymi stacjami wedrowki były miedzy innymi "Borsig" w Berlinie budującej lokomotywy czy też w Berlińskiej firmie zajmującej się budową maszyn "Aktiengesellschaft H. F. Eckert", gdzie zapoznawał się z budową maszyn dla rolnictwa .jednocześnie przez cały ten czas Franz Komnick studiował wieczorowo budownictwo maszyn .

jeżeli dalsza historia Franza Komnicka Was interesuje to prosze pisać .

następny odcinek rozpocznę tym okresem



okresem , w ktorym Komnick po raz pierwszy pokazał co potrafi .

8-9 listopada na terenie Nadleśnictwa Przedbórz (RDLP Łódź) odbyło się szkolenie dla pracowników administracji RDLP w Krakowie oraz przedsiębiorców prowadzących zakłady usług leśnych. Jego tematem były „Współczesne uwarunkowania mechanizacji wykonawstwa usług leśnych.

Szkolenie zorganizowano z inicjatywy prof. dr. hab. inż. Janusza Sowy, kierownika Katedry Użytkowania Lasu i Drewna Akademii Rolniczej w Krakowie. Współorganizatorami spotkania byli: RDLP w Krakowie i ZUP s.c. Wrzos prowadzony przez Włodzimierza Grzebieniowskiego.

Szczególne miejsce szkolenia
Wybór Nadleśnictwa Przedbórz na miejsce szkolenia nie był przypadkowy. W lipcu tego roku lasy Przedborza dotknęła klęska żywiołowa. Nagły, kilkunastominutowy huragan zmiótł z powierzchni ziemi ponad 3 tys. ha lasu. Świadkowie tego wydarzenia do dziś nie mogą otrząsnąć się po tej tragedii.

Bo dla leśników widok zdartego z powierzchni ziemi zaledwie w ciągu kilkunastu sekund lasu to jest tragedia; mówi Adam Patoła, kierownik Zespołu Infrastruktury, Inżynierii Leśnej i Wdrożeń w krakowskiej RDLP. W miejscu pięknych lasów zostało cmentarzysko ponad 300 tys. m sześc. powalonych drzew. Dla leśników rozpoczął się czas ciężkiej, wręcz katorżniczej pracy, która ma doprowadzić do uporządkowania terenu i rozpoczęcia działań zmierzających do odnowienia zniszczonego drzewostanu.

Rozpoczęła się też walka z czasem. Do pracy leśnicy musieli zorganizować setki ludzi i najnowocześniejszy sprzęt. Pracują tutaj m.in. maszyny wielooperacyjne: harwestery, forwardery i procesory porządkujące drzewostany zgodnie z nowoczesną technologią. Lipcowa tragedia spowodowała, że miejsce to stało się poligonem do przeprowadzenia szkoleń dla leśników pod kątem przygotowania ich na wypadek klęsk wiatrołomów.

Tematyka i wnioski
Na pierwsze pilotażowe szkolenie (organizatorzy planują następne) zaproszono trzy nadleśnictwa podległe RDLP w Krakowie: Niepołomice, Dąbrowę Tarnowską i Dębicę wraz z ich specjalistami reprezentującymi zarządzanie (nadleśniczowie, zastępcy nadleśniczych), kontrolę i nadzór (inżynierowie nadzoru, leśniczowie) i wykonawstwo prac (przedstawiciele przedsiębiorców leśnych).

Głównym celem szkolenia było przełamanie barier i obalenie mitów związanych z niechęcią administracji leśnej do szerszego bardziej odważnego i nowoczesnego prowadzenia maszynowego pozyskania drewna. W ramach szkolenia odbyły się zajęcia teoretyczne (wykłady, seminaria i warsztaty) przeprowadzone w sali kinowej miejscowego domu kultury oraz pokazy terenowe na powierzchniach roboczych Nadleśnictwa Przedbórz.
źródło: LP

Nie każdy lektor jest ministrantem


cytuję:

Lektorat - posługa i funkcja

Obecnie możemy stosować to określenie odnośnie do trzech osób:

1. Posługa

Ustanowionymi lektorami są zazwyczaj klerycy na III roku formacji seminaryjnej, a także ustanowieni przez biskupa mężczyźni żyjący w świecie. Lektor musi być dojrzałym mężczyzną i mieć odpowiednie przygotowanie. Czyta Słowo Boże, a poza liturgią przygotowuje innych do pełnienia tej funkcji. Poza Mszą świętą może, w imieniu Kościoła: przewodniczyć nabożeństwom (np. różaniec w kościele, Gorzkie Żale, Majowe, Czerwcowe, itp.), błogosławić pokarmy w Wielką Sobotę i maszyny rolnicze, oraz dokonać chrześcijańskiego pogrzebu (stacja w domu zmarłego i na cmentarzu).

Posługa lektora jest zarezerwowana dla mężczyzn. Udziela jej biskup lub przełożony zgromadzenia zakonnego, odmawiając nad kandydatem stosowną modlitwę z Pontyfikału i wręczając kandydatowi księgę Pisma Świętego.

Komisja Episkopatu Polski ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów została niedawno zobowiązana do opublikowania wymagań, stawianych kandydatom do lektoratu. Prawdopodobnie stosowne ustalenia ukażą się wkrótce.

2. Stopień formacji ministranta (Ministrant Słowa Bożego)

Każdy wierny świecki może pełnić w czasie liturgii funkcje przewidziane dla lektora. Aby lepiej przygotować się do tego zadania, powinien uczestniczyć w kursie lektorskim. Jest on organizowany w Polsce przez diecezjalnych i dekanalnych duszpasterzy służby liturgicznej, i trwa zazwyczaj około roku. Obejmuje wykłady z podstaw liturgiki, biblistyki i teologii, a także warsztaty z fonetyki i śpiewu. Kurs taki może (a nawet jest to wskazane, gdy funkcja lektora jest jej powierzona na dłuższy czas) odbyć także kobieta. Kończy się udzieleniem przez kapłana (zazwyczaj proboszcza) błogosławieństwa do pełnienia funkcji lektora, odczytanego z Agendy liturgicznej oraz wręczeniem księgi Pisma Świętego.

3. Funkcja w liturgii

Lektorem nazywamy ponadto każdy wierny świecki, który wykonuje podczas Mszy świętej funkcje przewidziane dla lektora. Jest bardzo wskazane, by otrzymał do tego zadania stosowne błogosławieństwo (patrz powyżej).

źródło: wikipedia.pl aczkolwiek źródła wikipedii to:
a ) List Moto Proprio Ministeria Quedam papieża Pawła VI
b ) Instrukcja Episkopatu Polski w sprawie udzielania posługi lektora i akolity świeckim mężczyznom
c ) Ceremoniał posług liturgicznych w Portalu Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego

link do tekstu: kliknij

Rząd jakoś nie może sobie poradzić z samochodami ściąganymi zza zachodniej granicy. Nie może, czy nie chce?

Podam może przykład: Jadąc na zachód rolnik kupuje używane maszyny rolnicze np. kombajn zbożowy, traktor i przyczepę 2 osiową. Czy jego będzie obowiązywała specjalna opłata na złomowania maszyn rolniczych? W końcu one nie są nowe i prędzej czy później się zepsują.

Proszę mnie źle nie zrozumieć, zawsze szanuję rolników za ich ciężką pracę i bardzo marne dochody. Też są zmuszeni do oszczędności przy zakupie sprzętu.

Ale do rzeczy, dlaczego się tak wszyscy uparli na te sprowadzane pojazdy? Co dilerzy się skarżą, że im obroty spadły. Cy to nie jest kolejna zagrywka typu - przyszedł lobbysta do sejmu. A może by tak się zastanowić (skoro chodzi o nowe samochody) o zmiane sposobu kredytowanie ich. Mniejsze odsetki, większa ilość rat czyli dogodne warunki dla potencjalnego pana Kowalskiego gdzie dochód brutto na rodzię wynosi 3000zł. Co za mały zarabek i za wolny dla dilera. Kowalski jest mało wiarygodny, zbyt długi okres oczekiwania na spłatę samochodu? Nie można wtedy zmienić właściciela firmy skoro firma jest z kapitałem zagranicznym, zwolniona z podatku na 5 lat, a Kowalski płaci co roku.

Co jest w tych sprowadzanych samochodach takiego, że rządowi się nie kalkuluje sprowadzanie. Przecież same korzyści: więcej palą-więcej sprzedanego paliwa, rejestracja- też opłaty, podatek -urzędy skarbowe się cieszą, awaryjność-handel, warsztaty ich zyski a co za tym idzie znowu podatki. A że trochę smrodzą - USA i Japonia więcej smrodzi niż Polska, nawet im odsprzedajemy rezerwy za zanieczyszczanie środowiska. Te kilka tysięcy pojazdów nie są w stanie zakopćić Polski. W końcu te samochody sprowadzane są sprawne technicznie, nie wpuszczać aut na lawetach i nie będzie problemu, że sprowadza się złomy.

I to na tyle. Polacy nie są bogatym narodem więc ich nie stać na nowe samochody, więc muszą kupować używane - czy to takie trudne do zrozumienia.

Darek

Ale lotnisko było. Po lewej stronie Suwalskiej, za mostem na rzeczce - pasy startowe dla samolotów ciężkich. Po prawej - lotnisko trawiaste. Pamiętam resztki zbombardowanego kapitanatu i wielkie zbiorniki paliwa lotniczego. Samoloty typu "kukuryźnik", różnej maści szybowce, nawet takie wznoszone z pomocą liny nawijanej na bęben - otwarte - były. Pasy startowe Niemcy wysadzili co drugi, ale można było z powodzeniem - załatać! Przepierdzieliście swoją szansę!

Witam . Nie masz większej wiedzy co było po lewej stronie Suwalskiej.Owszem to była część lotniska zamaskowana- stanowiskowa-częściowo wybetonowane odcinki- ta część była zbombardowana , są do dnia dzisiejszego leje. Do lotów bojowych startowały
z prawej strony szosy na Augustów . Nad samym brzegiem rzeki widziałeś pewnie stareńki budynek- to był podręczny polowy warsztat lotniska.Co do reszty wiedzy jaką masz-potwierdzam.Ta lewa strona trawiasta jak napisałeś,
dłuższy czas po wojnie służyła jako okazjonalne lotnisko dla Ełku.Wielu mieszkańców Ełku pamięta jak stamtąd startowały kukuruźniki ze skoczkami-i trenowano skoki do jez.Ełk, skąd wyławiano ich motorówkami. Osobiście byłem przy ostatnich lotach kukuruźników na opryski rolnicze.Teren był w coraz gorszym stanie.Piloci wykłucali się z kimś od tych oprysków ze muszą " zarzynać silniki przy startach" . I to był koniec lotniska.W koncu lat 60 ruszyły budowy baz PRIM-u,Zakładów Miesnych,częsc terenu oddano oddano pod działki ogrodowe dla wojskowości. Przy obecnej obwodnicy rośnie jeszcze wielkie drzewo pod którym piloci zabezpieczali swoje latajace maszyny.Gdybym tak jak dziś miał wtedy dobrej klasy aparat cyfrowy z którym sie własciwie nigdy nie rozstaje- to dysponował bym setkami fotek z tamtych czasów. Ale możesz mi wierzyć że w kilka lat po wojnie- teren od mostu kolejowego na Olecko do mostu kolejowego przy Szpitalu Wojskowym był MOIM TERENEM WAGAROWYM i znam tam prawie każdy metr ziemi i histori lokalnej.Tym bardziej że moja wiedza jest powiększona o wiedzę ojca który był wywieziony na przymusowe roboty do Ełku i przebywał tu prawie 6 lat.Po wojnie osiedlił sie tu na stałe a pierwsze lata po wojnie pracował między innymi przy odbudowie zniszczonych mostów kolejowych.Mama była pielegniarką w Szpitalu Wojskowym praktycznie od poczatku jego histori powojennej.Myslę więc że rozumiesz jak dużo wiem o naszym terenie i raczej nie bedziesz się wdawał w polemikę ze mną.- Pozdrawiam[/url]

W przedwojennym Szczecinku nie bylo przemyslu (az korci zeby nawiazac do terazniejszosci i fabryki pary wodnej , ale jak portal historyczny, to historyczny), ze wzgledu na rolniczo- lesny charakter tych terenow zaklady szczecineckie produkowaly przede wszystkim sprzety do uprawy roli.

Tutaj krotka lista zakladow i firm dzialajacych w Neustettin przed 1945 rokiem:
-Bracia Heintze- Fabryka Wyrobow Cementowych(GebrĂźder Heintze Zementwarenfabrik)
-Firma Schreiber K.G.- Fabryka Cementu i Cegiel(Schreiber K.G. Zement- und Kalksteinfabrik, Kalksand- und Bitukasadstein-Werke)
-Wylewy stalowe Meyers(Meiyers EisengieĂźerei)
-Szczecinecka Fabryka Maszyn Ehmke, po I WS Bracia Brandenburg(Neustettiner Maschinenfabrik Ehmke, nach dem I Welt Krieg GebrĂźder Brandenburg)- BahnhofstraĂźe
-Fabryka Maszyn Carl Jancke- Maszyny Rolnicze(Maschinenfabrik C. Jancke- Landenmaschinen)
-Bracia Nagel- Maszyny Rolnicze(GebrĂźder Nagel- Landmaschinen)
-Franz Reuscher- Warsztaty Reperatury Maszyn(F.Reuscher- Maschinen Reperaturwerkstatt)
-Bruno Bucholz- Maszyny Rolnicze(B.Bucholtz- Landmaschinen)
-Freundlich- Fabryka Wyrobow Filcowych(Freundlich- Filzwarenfabrik)
-Farbiarnia Hermann Schwaru i Filie(Färberei H. Schwarz und Filialbetiebe)
-Farbiernia Erbguth(Färberei Erbgut)
-Farbiarnia Heyn(Färberei Heyn)
-Karl Mann- Fabryka Konserw Warzywnych(K. Mann- GemĂźsekonserwenfabrik)
-Browar Piwny Carl Reimer- Rodzenstwo Reimer(Bierbrauerei C. Reimer- Geschwister Reimer)
-Po I WS Husen i Bayer- Fabryka pomnikow nagrobkowych Fuhlbrßgge(nach dem Ersten Weltkrieg Husen und Bayer, Fabrik fßr Grabdenkmäler Fßhlbrßgge)

To na pewno nie wszystkie zaklady w Neustettin, ale te, ktore znalazlem w ksiazce Kreis Neustettin, Rogge/Stelter.

i znowu to prymitywne myślenie... życie w mieście jak i na wsi ma swoje dobre i złe strony. Obecnie mieszkam w Łodzi, ale kto wie, w przyszłości może i będę mieszkał gdzieś na wsi pod miastem. Nikogo z bliskiej rodziny na wsi nie posiadam, a odwiedzam od czasu do czasu dalekich kuzynów, robię to z niechęcią pewną, bo jak tam pojadę to się nudzę strasznie, nie bardzo jest z nimi o czym pogadać, podobnie jak z ich znajomymi... ich najbardziej interesuje przejeżdżający samochód, ciekawe kto to i do kogo, może do kowalskich... no do kowalskich, albo do Nowaków... i takie tam bzdury na okrągło, albo kto co powiedział we wsi, albo kto sobie co kupił... rozpacz... jednak warunki w jakich dorastacie (niski poziom w szkołach, prymitywizm ludzi otaczających, i ich mała ilość) powodują że jesteście podobni to tej średniej wiejskiej, zacofanej, zapyziałej, gdzie matura to już tytuł prawienaukowy, szczyt marzeń to stary kombajn, codzienność to walenie na pole tyle chemii ile się da, bo to w końcu i tak obce mordy zjedzą, a dla swoich to uprawiamy eko, z jedynym hobby; picie pod sklepem... i potem za kierownicę po flaszce.. a co nie dam sobie rady, ja gminny miszcz moczymorda, kierowca 17 letniego forda? i może czasem z jeszcze jednym hobby: granie w super inteligentną grę TRAKTOR... hehehehehehe, ale napisz coś jeszcze, chętnie się pośmiejemy ze znajomymi, właśnie wysłałem linki, może dyskusja się rozkręci (ale nie będziemy się śmiać z tego że większość z Was to mieszkańcy wsi, ale z głupoty piszących, niezależnie gdzie mieszkają ). Pozdrawiam Serdecznie

Technik rolnik , specjalnośc ochrona roślin ,prawo jazdy ABCT , uprawnienia na kombajny zbożowe , w przeszłości własna działalnośc gospodarcza , umiejętnośc spawania elektrycznego i konstrułowania prostych urządzeń typu przyczepka samochodowa , sprężarka , krajzega itp. ,doświadczenie w pracy w warsztacie mechanicznym , w tartaku , na budowie ,znajomośc budowy i zasad działania maszyn rolniczych i umiejętnośc ich naprawy , podstawowa znajomośc hydrauliki budowlanej i siłowej oraz umiejętnośc jej naprawy ,podstawowa znajomośc elektryki budowlanej i samochodowej oraz umiejętnośc jej naprawy .Ostatnia praca :samodzielna budowa płyty gnojowej i zbiornika na gnojowicę .Obecne zajęcie - przebudowa stodoły na tuczarnię na półruszcie .Oprucz technikum , uprawnień na kombajn i prawa jazdy innych umiejętności nauczyłem się sam .
Tak wygląda typowy polski rolnik .Jak ty go określisz ?
Oczywiście potrafie też walnąc butelkę i wsiąsc za kierownicę .Jak(prawie) każdy .
I jeszcze jedno .Dla mnie komp nie służy do zabijania frustraci i zgrywania się na inteligenta tak jak tobie .Pozdrawiam .

maszyny rolnicze też muszą jakoś wyglądać. Ja bym nie oddał kosiarki do malowania do tego warsztatu. Szkoda farby

Mieliśmy Navare 2001, autka na prawdę pracowały ostro dla porównania był też używany LR Defender '88 2xPajero I long i Toyota LC '92 i jedynym autem z którym były problemy praktycznie non stop była właśnie Navara, zresztą w zaprzyjaźnionych firmach opinia była identyczna - świetna obszerna maszyna do stania w garażu i szpanowania :/

"ostra praca" czyli głównie dowożenie na miejsce pracy (głównie farmy) sprzętu i materiałów na lawetach (mini koparki, ciągniki, wywrotki...) i często podróż z nimi przez nawet 2-3 km po ścieżkach wyrobionych przez traktory i sprzęt rolniczy. Przeciętnie taka przyczepa ważyła około 3-8 ton do tego przynajmniej koło 600 kilo sprzętu w aucie (agregat, narzędzia, materiały) do tego dość często auta były wykorzystywane do naciągania siatek ogrodzeniowych, wyrywania pomniejszych drzew i krzaków, a czasem nawet do wyciągania wtopionej koparki lub innego sprzętu

Podstawowym problemem z Navarą było to, że auto zaczęło się po prostu "rozłazić" po jakiś 3 latach (i około 90 tyś mil) używania zaczął skrzypieć, zgrzytać i kolejne elementy najpierw zawieszenia i przeniesienia napędu, potem silnika a na koniec samej karoserii odmawiały współpracy, pod koniec nawet domknięcie drzwi sprawiało trudności auto straciło absolutnie geometrie, sama buda się pokrzywiła. O problemach z silnikiem i skrzynią rozpisywać się nie bedę - fakt że auto pod koniec życia (5 lat i 140 tyś mil) przynajmniej raz w miesiącu lądowało na warsztacie, co reszcie naszych autek zdarzało się 2-3 razy w roku maximum.

Natomiast porównanie pajero long - patrol gr... Patrol to auto bardziej pomyślane pod ostry teren, a pajero pod teren lekki i asfalt, pajero jest jednym z najlepszych aut do np. ciągnięcia przyczep kempingowych, przednie niezależne zawieszenie w Pajero to sporo więcej wygody na czarnym, ale słabsze wyniki w terenie... generalnie musiał byś przejechać się jednym i drugim i wybrać co ci pasuje.

Z obserwacji i doświadczenia firmy NSC TRUCK wynika, że wały napędowe są bardzo często pomijane w trakcie przeglądów technicznych w samochodach. W kilkuletnich pojazdach luzy na krzyżakach, podporach i kompensacjach występują bardzo często. Pozostawienie takiego stanu powoduje ogromne szkody w zespołach współpracujących. Nadmierne drgania powodują szybsze zużywanie uszczelniaczy, łożysk i innych elementów w skrzyni biegów i moście napędowym. Niewyczuwalne dla kierowcy drgania nie są też obojętne dla delikatnych układów elektroniki i pneumatyki.

W przypadku jakiejkolwiek ingerencji w konstrukcję wału, wymianę krzyżaków, podpory należy bezwzględ­nie wyważyć wał. Zaleca się, aby wymiana elementów wałów wykonywana była w odpowiednio do tego przy­stosowanym warsztacie wyposażonym w specjalistyczne urządzenia do demontażu/montażu i wyważania wałów napędowych. Dla bezawaryjnego działania należy montować wyłącznie części wysokiej jakości zgodne z kompletacją pojazdu.

Firma N.S.C. Truck jest w pełni przygotowana do realizacji takowych zleceń. Dewizą działania jest "jakość przede wszystkim", toteż źródłem know-how i zaopatrzenia w części jest niemiecka firma GKN Service International GmbH.

Przy ścisłej współpracy z Inter Cars S.A. zostało zbudowane zaplecze zakładowe zagranicznej i rodzimej produkcji na miarę współczesnego poziomu technologicznego w tej dziedzinie.

Bazując na informacjach od niemieckiego partnera oraz ustawiając wysoko poprzeczkę własnych wymagań realizujemy pełną profilaktykę, naprawy, regenerację oraz produkujemy od podstaw wały napędowe do pojazdów użytkowych oraz stosowanych w niektórych gałęziach przemysłu i maszynach rolniczych.

W nowoczesnych samochodach obroty wału zawierają się w granicach 1700 - 4500 na minutę. Zaleca się więc okresowe dokładne sprawdzenie i wyważenie wału, przy normalnej eksploatacji raz w roku.

Profilaktyka w zakresie przeglądów i konserwacji wałów daje wielkie oszczędności w porównaniu do późniejszych napraw.

Serdecznie zapraszamy do współpracy gwarantując bezawaryjnie funkcjonowanie naszych wyrobów nie tylko w okresie gwarancyjnym (12 miesięcy bez limitu kilometrów), ale znacznie dłużej.

autor: pawulon9

AGRO-PREMIERY to wystawa, której pomysłodawcami są sami uczestnicy targów rolniczych, a ich formuła i profil zostały przygotowane na podstawie bezpośrednich wskazówek przedsiębiorców, działających w branży. Targi odbędą się w dniach od 23 do 25 lutego 2007 roku w Poznaniu.

Nowości i zapowiedzi rynkowe, pełna oferta maszyn, urządzeń, nasion i chemii dla rolnictwa oraz profesjonalne doradztwo z zakresu finansowania modernizacji gospodarstw, to najsilniejsze strony Międzynarodowych Targów Mechanizacji Rolnictwa.

W czasie targów odbędą się liczne konferencje, seminaria, spotkania przedstawicieli branży oraz warsztaty, poświęcone bieżącej problematyce sektora rolniczego. Ważnym uzupełnieniem oferty będą ekspozycje i stanowiska doradcze instytucji i firm, zajmujących się finansami w rolnictwie.

Współpraca z najważniejszymi stowarzyszeniami i izbami, a także obecność najbardziej liczących się mediów to kolejne powody, dla których na targach Polagra AGRO-PREMIERY trzeba być...

Hasło targów: „NA DOBRY POCZĄTEK...” współgra z ich głównym założeniem – otwarciem sezonu rolniczego w naszym kraju. Inauguracja sezonu nastąpi poprzez ekspozycję nowości, spotkania biznesowe i doradztwo z zakresu nowoczesnego rolnictwa. Nasze hasło odzwierciedla również początek zmian i modernizacji jakie już zaszły, i jakie zajdą w najbliższej przyszłości wśród projektów kierowanych do sektora rolniczego, a organizowanych przez Międzynarodowe Targi Poznańskie.

Zapraszając do udziału w ekspozycji, spotkaniach branży i zwiedzania targów AGRO-PREMIERY, składamy serdeczne podziękowania naszym długoletnim partnerom: wystawcom i zwiedzającym oraz urzędom i instytucjom, biorącym udział w targach POLAGRA-FARM. Dzięki Państwa ogromnemu zaangażowaniu od 2007 roku „Sezon zaczyna się w Poznaniu!”

ZAPRASZAM WSZYSTKICH ZAINTERESOWANYCH

odświeżę temat bo nie zanalazlem nic innego o zbaczaniu,skrecaniu, znoszeniu i innych takich..
problem polega na tym ze skoczka znosi w prawo.. nie mocno ale trzeba trzymać kierownice na prostej drodze lekko ja kontrując do lewa co mnie zaczyna pomału irytować...
w zasadzie objawy są takie..
przeżyłem sroga zime w norwegii jeżdżąc po kopnym śniegu... po deszczu i blocie... auto było sprawdzone przed latem (hamulce/opony+wyważanie/olej/filtry/modul otwierania baku i drzwi tylnych nie przetrwał został wymontowany)
a teraz zbieram dalsze żniwo ostatniej srogiej zimy...
1. siada pompa do wspomagania.. nie załącza sie... czasami przestaje pracować.. postukałem w nią kluczem od spodu i poruszałem wszystkimi kablami pod maska.. pomogło.. na razie działa bez zarzutu... tylko pojawiają sie drgania przy kreceniu kierownica w prawo... i nie wiem czy od pompy czy od czegoś innego...
2. jadąc na kolejna wycieczkę (robie po 400-500km) słyszę ze przy skręcie w prawo przy 40tce zaczyna piszczeć COS.. wiec pomyslalem ze hamulce (szczeki) sie zapiekaja .. byly czyszczone..albo zaraz padnie łożysko... (auto 100%czasu jeździ w warunkach górskich i 80% czasu pada deszcz...)
i sie wkurzyłem bo pisk mnie juz doprowadził do stanu ze na jakims placu miedzy owcami majac do dyspozycji podstawowa skrzynke z narzedziami zdjąłem koło.. wyjąłem szczeki... kręcę a tu piszczy... (nie wiem jak sie to nazywa) ta guma od walu.. tuz pod silnikiem... (proszę sie nie smiac nie znam sie).. no i ja popsikałem smarem to przestało piszczec.. ale auto nadal skreca...
pojechałem na stacje i sprawdziłem cisnienia we wszystkich oponach... przód mam 2,6bar tyl 2,5bar jezdze "na pusto"...
wokół mam same pola sa jakieś warsztaty gdzie naprawiają maszyny rolnicze.. auto serwisuje w Polsce (Gdansk)...
I teraz sedno sprawy.. co to sie dzieje.. czy mozna z tym jezdzic.. zeby dojechac do swojego mechanika musze pokonac 2000km.. co robic.. mam podstawowy zestaw narzedzi...
załączam obrazek... "drążka" ktory piszczY(ał)..posmarowalem miejsce oznaczone strzałką.. koła mam wyważone.. moge zamienić stronami jak ma pomóc....
prosze o rade... (77tysKm)

[URL=http://g.imageshack.us/g.php?h=299&i=img0043vb9.jpg][IMG]http://img299.imageshack.us

Prośba do Rockosaurusa.
Takie małe podsumowanko sprawy 140 metrowego garaża na bazie Twojej wypowiedzi:

Wybudowany dla dawnej Sportowej Szkoły Motorowej 140-metrowy garaż dotrwał do naszych czasów. Początkowo wykorzystywany był jako wielki warsztat naprawy ciągników i maszyn rolniczych. W latach siedemdziesiątych pracowało tam Przedsiębiorstwo Robót Instalacyjno-Montażowych Budownictwa Rolniczego (PRIMBR), przy którym zorganizowano przyzakładową szkołę zawodową dla hydraulików i elektromonterów. PRIMBR kooperował z Przedsiębiorstwem Budownictwa Rolnego (PBRol), budując i wyposażając w urządzenia i sprzęt obiekty wiejskie: chlewnie, obory itp. Zakład był bardzo dobrze prowadzony oferując pracę dość licznej załodze. Przez długie lata dyrektorem był pan Mańko, który dał się poznać jako bardzo dobry organizator i fachowiec, lubiany przez załogę.

Może cos poprzeinaczałem, to popraw, bardzo proszę. Czy zakład wyposażał też gorzelnie i młyny?

I jeszcze dostosowałem do potrzeb ksiązki Twoją relację o nakręcaniu filmu. Też do sprawdzenia przez Ciebie:

Według relacji pana Zbigniewa Walkiewicza pod koniec lat sześćdziesiątych ruiny seminarium były miejscem niebezpiecznych wypraw dzieci, określano je wtedy błędnie jako „szkołę esesmańską”. Pan Walkiewicz był świadkiem pracy na planie filmu „Jarzębina Czerwona”:

„Ruiny seminarium były potężnym, kilkupiętrowym gmaszyskiem. Zdjęcia do filmu trwały około 2-3 dni. W końcowych scenach filmu gmach seminarium pełnił rolę budynku szturmowanego podczas zdobywania Kołobrzegu. W filmie występowało wielu mieszkańców Drawska jako statystów w scenach przedstawiających ucieczkę Niemców na pomorskich drogach. Na oknach dawnego seminarium rozstawione były metalowe „brytfanny” wypełnione napalmem (galaretowata maź). Podpalany napalm dobrze imitował płonący budynek. Wiem to z własnego doświadczenia, bo po zakończeniu zdjęć wraz z kolegami samodzielnie podpaliliśmy taką „brytfannę” i zrzuciliśmy ją ze schodów. Maź kleiła się do cegieł i paliła się. Efekt był piorunujący. Dobrze, że nie doszło do żadnego wypadku. Wokół gmachu zakopywano woreczki foliowe wypełnione benzyną, do których przyłączano zapalniki z lontem. Widzieliśmy, jak montowali je technicy filmowi. Gdy nagrywano sceny walki pirotechnicy odpalali poszczególne segmenty. Mieszkańców okolicznych domów ewakuowano wcześniej. Wokół stały jednak tłumy gapiów. Huk był potężny. Mimo zabezpieczeń wylatywały szyby z okien. Kilka odłamków szkła uderzyło mnie nawet w plecy. W tym czasie żołnierze-aktorzy wyskakiwali z nadpalonych okien gmaszyska. Pojawiał się czołg i imitował strzały oddawane w kierunku budynku. Potem wypłacono mieszkańcom odszkodowania za szyby i uszkodzone elewacje i dachy. Nie wiem dokładnie kiedy, ale wkrótce budynek został całkowicie rozebrany ze względów bezpieczeństwa. Pamiętam potężny gmach w kształcie litery C.”

Jak już wspomniałem w pierwszym poście, jestem posiadaczem pięknego (bo w miarę kompletnego i oryginalnego) „małego ruska” o wspaniałej historii.
Moja opowieść zaczyna się od tego, że jakiś rok temu stwierdziłem, że już dojrzałem do próby zmierzenia się z własnoręcznym odrestaurowaniem motocykla. Dosyć długo szukałem iża 49, ale z braku konkretnych funduszy na tzw.rodzynka – skapitulowałem. Potrzebowałem moto w miarę jak najbardziej kompletnego i sprawnego, bo pojęcie o restaurowaniu zabytków to mam małe. Ale jak już wspomniałem, rodzynków za przyzwoite pieniądze nie było.
Później przypomniało mi się, że mój dziadek miał kiedyś Junaka…no i zacząłem dziadka męczyć(dziadek ma prawie 80 lat), żeby go odnaleźć. Dziadek strasznie niechętny, najlepiej to by w ogóle powiedział, że nigdy żadnego motocykla nie miał, a to dlatego, że młodym będąc strasznie tym Jankiem przydzwonił. Po jakimś czasie, jednak dał się namówić. Tak zaczęliśmy i tydzień później zakończyliśmy poszukiwania dziadkowej Em-zero-siódemki, ponieważ okazało się, że już dawno został skundlony przez młodszego wujka (wujek, jak go otrzymał zapragnął mieć modny wówczas model M10…i dokonał tuningu), potem oddał następnemu wujkowi, a ten z kolei potraktował Janka jako dawcę, dalej to już prawdopodobnie tylko żyletki.
Trochę się podłamałem, a widząc to dziadek rzucił takim oto tekstem:
„Wiesz Michał…nikomu tego nie mówiłem, nawet babci…ale..yyy…no mam taki jeszcze jeden motocykl…taki mały, wiesz?”
Dziadek poszedł do pokoju, po chwili przyniósł mi instrukcję obsługi K-55 i zapytał czy może być? A że dokumenty to da innym razem, bo wysoko na szafie leżą…

Po tym sentymentalnym wstępie, czas na właściwą historię mojego motocykla.
Maleństwo było sprowadzone od sowietów jako nowy (jakiś gościu z sąsiedniej wsi się trudnił takim sprowadzaniem). Sprowadzono go do Gaudyn gdzie mój dziadek mieszkał (okolice Pieniężna, woj.warmińsko - mazurskie) i w sumie tam spędził cały swój żywot, aż do teraz kiedy przewiozłem go 60 km dalej do Olsztyna.
Bezpośrednim impulsem do zakupu była zazdrość kolega dziadka miał innego małego ruska (k-125 lub k-175 jak twierdzi dziadek). Impulsem pośrednim był widok starego Warmiaka (kiedyś na tych ziemiach Niemców sporo było) odpalającego swojego zundapp’a (swoją drogą, to ten zundapp we wsi był już wtedy swoistym oldtimerem, a był to rok ok. 1957).
K-55 pojeździło niewiele, bo już w 1961 lub 1962 dziadek kupił Junaka (podobno miała iść denominacja i trzeba było sensownie ulokować kapitał).
K-55 odszedł więc w odstawkę mimo, że za wiele się nie najeździł (rzeczywisty stan licznika – 2000km!). Od czasu zakupu Junaka pięćdziesiątka piątka stała w szopie-warsztacie w Gaudynach, ale kiedyś w latach 80. trzeba było ją zabrać, bo przechodzący przez wieś pegeerowcy co chwila pokazywali na dom rodzinny, w którym została już tylko jedna osoba (dziadek wyprowadził się) i nawoływali innych do kradzieży, bo „podobno tam gdzieś w szopie stoi Iż”. Tym sposobem K-55 wylądowało kilkanaście kilometrów dalej w Pieniężnie, w magazynie wraz i maszynami rolniczymi wujka. Z tej lokacji, odebrałem ten motocykl ok. dwa tygodnie temu.
Sumując: motocykl pojeździł kilka pierwszych lat, później stał kolejnych 40. W swoim krótkim czynnym życiu miał kilka przygód, ale co pare dni dowiaduję się czegoś nowego przesiadując u dziadka na herbatce. A to któregoś razu dziadek wiózł grubego kolegę i rama pękła. Innym razem złapał gumę, ale jakoś dojechał do domu, tam załatał dętkę i ta dętka trzyma do tej pory powietrze (w oryginalnej radzieckiej oponie). Któregoś razu fajną dziewczynę podwoził z zabawy (obecnie jest to moja babcia). I tak dalej….

Auto trafiło w nasze ręce w listopadzie 2008 roku. Wcześniej należało do znajomego moich Rodziców, który sprowadził ten pojazd do Polski w roku 1992, a jeszcze wcześniej należało do pewnego Niemca – pierwszego właściciela. E30 w 2008 roku miało trafić na złom, ponieważ poprzedni właściciel zmieniał samochód, a specjalnie nie zależało mu na sprzedaniu tego auta, wolał je po prostu oddać na szrot. Po obejrzeniu samochodu wraz z Tatą postanowiliśmy przygarnąć to zaniedbane auto. Ludzie dzielą się na dwie grupy – członkowie pierwszej traktują auto praktycznie, członkowie drugiej traktują samochody tak, jak inni ludzie traktują psy, wobec tego wyobraźcie sobie, co może czuć samochód, który służył komuś wiernie ponad 20 lat i pewnego dnia zostaje wywieziony na złom, rozebrany na części i pokrojony. Co czułby pies? Taki wóz nie wie, co zrobił źle, nie rozumie dlaczego. My jesteśmy ludźmi z grupy drugiej.
Pierwszą rzeczą, która została zrobiona było przede wszystkim umycie całego auta wraz z silnikiem. Następnie rozebraliśmy elementy typu: zderzaki, przedni grill; wnętrze: siedzenia, wykładzina podłogowa i inne, w celu oceny stanu blacharki. Do spawania był cały tylny pas, podłoga, błotniki, próg. Po przemyśleniu i rozeznaniu się w dostępności części blacharskich, postanowiliśmy zakupić nowy pas tylny, reperaturki. Elementy, które były uszkodzone/zgnite zostały wycięte, miejsca skorodowane wyczyszczone i nowe części blacharskie zostały wstawione, naprawiona została również podłoga, gdzie było sporo dziur.
Kolejnym etapem była naprawa mechaniczna. Auto było NIEUDOLNIE serwisowane (sic!) w jednym z Żywieckich warsztatów. Na pierwszy ogień zostały wymienione świece żarowe, gdyż auto zapalało z wielkim trudem, jak się okazało, Panowie z B&B autofan (jak powiadomił mnie poprzedni właściciel to oni wymieniali świece) "inteligentnie" wymienili świece nie w komplecie, tylko powciskali dwie nowe i resztę jak im pasowało. Następnie zabraliśmy się za wymianę pasków, wyżej wymienieni "serwisanci" np. pasek alternatora wymieniali. Zgadzałoby się, tylko dlaczego na pasek firmy RING (do maszyn rolniczych). Wymieniony został kompletny rozrząd, pompa wody, zregenerowany alternator, rozrusznik, urwana była podpora wału co też naprawiliśmy. Samochód miał spory wyciek, którego podobno nie dało się usunąć
W międzyczasie kompletowaliśmy brakujące części, bądź części, które były uszkodzone.
Elementy, których brakowało:
- osłona pod silnik
- emblemat na maskę
- napis na klapę tylną (324)
- literka "d"
- dekielki na felgi aluminiowe "Fundo"
- dekielki na felgi stalowe
- "przelotki" gumowe tył
- osłony plastikowe na ramiona wycieraczek
- kołek plastikowy do zamykania drzwi wraz z tą tulejką wokół niego
- zapalniczka
- popielniczka tył
- zaślepka do korbki otwierania szyby
- zaślepka na śrubę mocującą zderzak przedni
- zestaw kluczy do bagażnika

Elementy, które wymagały wymiany:
- dzwignia zmiany biegów
- halogeny
- zderzaki przód, tył
- kierunkowskaz w zderzaku
- konsola środkowa
- reflektory przód (hella)
- lampa tylna
- fotel przedni kierowcy (sportsitze)
- ogranicznik drzwi (lewy przód)
- osłony plastikowe na ramiona wycieraczek
- chromy drzwi z listwą strona lewa (komplet) przód
- listwa drzwi dolna strona prawa przód (przy szybie)
- siłownik klapy przód
- lusterka boczne
- bębenek zamka do drzwi przednich
- uszczelka górna na drzwi przednie
- ogranicznik drzwi

Dziś auto wyjechało na drogi, jest cudne zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć, jakość słaba bo telefonem i z biegu, więcej porobię jak znajdę czas.

Rok produkcji listopad 1985 i dość bogate wyposażenie jak na tamte lata:

- wspomaganie
- sportsitze
- abs
- el lustra podgrzewane
- podgrzewane dysze spryskiwaczy
- szyber
- oryginalny hak
- szyby termiczne (zielone)
- halogeny
- roleta tylnej szyby
- pasek przeciwsłoneczny na przedniej szybie

Resztę dopiszę jak mi się przypomni

Więcej na: klik



Międzynarodowy transport ponadgabarytowy, lider wśród terminowych dostaw ładunków nienormatywnych, krókie terminy, fachowa obsługa, logistyka przewozów nienormatywnych od A do Z. 15 lat doświadczenia. Lider wśród przewoźników specjalistycznych przy transportach maszyn rolniczych oraz budowlanych, ponad 1.000.000 sztuk maszyn.


Oddajemy do Państwa dyspozycji zespół kompleksowych usług związanych z obsługą przejazdów ponadnormatywnych począwszy od uzyskania stosownych zezwoleń na przejazd, obsługę pojazdów pilotujących, organizacje demontażu znaków i eskorty policji jeśli jest wymagana. Zezwolenia jednorazowe, zezwolenia stałe na terytorium RP oraz innych Państw UE. Profesjonalne zabezpieczenie pojazdów oraz drogi podczas przejazdu. Nasze kilkuletnie doświadczenie w kraju i zagranicą pozwala na realizację zadań w bardzo krótkim czasie, przy zachowaniu wysokiej jakości świadczonych usług. Dysponujemy bardzo dobrymi mapami cyfrowymi z oznaczonymi punktami newralgicznymi typu mosty, wiadukty, ronda czy zwężenia dróg.

Każdy pojazd pilotujący wyposażony jest w zestaw nawigacji GPS, w razie potrzeby dodatkowo w indywidualny zestaw do bezprzewodowej komunikacji z kierowcą, tak aby przejazd odbywał się bezpiecznie a kierowca dokładnie znał położenie naczepy wraz z ładunkiem.
W miejscach postoju pojazdy mogą zostać dodatkowo oznakowane i oświetlone tak, aby nie stanowiły zagrożenia dla innych uczestników ruchu. W razie problemów kierowcy mogą otrzymać mapę oraz skrypt z określonej trasy. Kilkadziesiąt tysięcy kilometrów przejechanych przez naszych kierowców po polskich drogach pozwala uniknąć niepotrzebnych kosztów związanych z dodatkowymi objazdami tras. Kierowcy szkolą się w kraju i zagranicą nabywając dodatkowych wiadomości i umiejętności. Obecnie staramy się o uprawnienia niemieckie 3 kategorii tzw. BF-3. W chwili obecnej pojazdy nasze mogą poruszać się jako tzw. pojazdy pilotujące BF-2 na terytorium Niemiec.


Wkrótce ruszy także serwis internetowy z wszystkimi ważnymi informacjami dla Państwa, które pozwolą zapoznać się z szeroko pojętą tematyką przejazdów ponadnormatywnych.



Niech inni mówią, że przewiozą Wasz towar taniej, ale "Kurspiot" zrobi to lepiej!... to z nimi dojedziecie Państwo szybko, pewnie i bezpiecznie!
Wyrosła na gruncie rodzinnego biznesu firma "Kurspiot" jest wyjątkowo dobrym, wręcz wzorcowym przykładem profesjonalizmu i solidności, która ma przełożenie na sukces i popularność. Przyjmując zlecenie przewozowe, firma Pana Waldemara gwarantuje w optymalny sposób całą organizacje transportu.
Do dyspozycji klientów firma oddaje nowoczesny tabor samochodowy spełniający wszelkie normy bezpieczeństwa. Sprawna flota i znakomicie przeszkoleni kierowcy to gwarancja, że ładunek znajdzie się we właściwym miejscu i o właściwej porze.

Firma specjalizuje się w transporcie towarowym międzynarodowym i krajowym.
Nie ma ładunku normatywnego i ponadnormatywnego, którego nie podjęli by się przewieźć.
Towar jest w pełni ubezpieczony (CMR, OC, AC) gdy jest taka potrzeba firma oferuje do Państwa dyspozycji zespół kompleksowych usług związanych z obsługą przejazdów ponadnormatywnych począwszy od uzyskania stosownych zezwoleń na przejazd, obsługę pojazdów pilotujących, organizacje demontażu znaków i eskorty policji jeśli jest wymagana. Zezwolenia jednorazowe, zezwolenia stałe na terytorium RP oraz innych Państw UE. Profesjonalne zabezpieczenie pojazdów oraz drogi podczas przejazdu.
Posiadają kilkuletnie doświadczenie w kraju i zagranicą pozwalające na realizację zadań w bardzo krótkim czasie, przy zachowaniu wysokiej jakości świadczonych usług.
W ich warsztacie pracy wykorzystywane są bardzo dobre mapy cyfrowe z oznaczonymi punktami newralgicznymi typu mosty, wiadukty, ronda czy zwężenia dróg.

Gdzie diabeł nie może… tam wkracza prawa ręka szefa Pan Sebastian udowadniając swym działaniem, że to, co dla innych niemożliwe w firmie „Kurspiot” jest wykonalne!
Tam gdzie Sebastian nie może, czyli zlecenia na pograniczu cudów pilotuje sam szef i właściciel firmy i robi to równie szybko, co profesjonalnie i skutecznie.
U "Kurspiota" każdy klient jest jednakowo ważny.

Już wkrótce więcej informacji będzie można uzyskać na stronach internetowych firmy, to jest:
http://www.kurspiot.pl

Czternastu młodych fotografów z Polski i Niemiec ruszyło w podróż po obydwu krajach. Ich fotografie trafią do zbiorów PAP i niemieckiej agencji prasowej DPA, tak by redakcje szukające obrazów z Polski czy Niemiec nie musiały sięgać po zgrane motywy

Najbardziej zaskoczył mnie widok targu w Słubicach. Niby Polska, a nie ma napisów po polsku, są za to po niemiecku, a płaci się w euro - opowiada 26-letni Paweł Wyszomirski, fotograf z Gdańska i uczestnik warsztatów fotograficznych "Jak ty to widzisz" zorganizowanych w ubiegłym roku przez Polsko-Niemiecką Wymianę Młodzieży. Razem ze swoim partnerem Gilbertem Wedamem rozłożyli na targu małe stoisko. Na tle białego ekranu fotografowali kręcących się po placu Polaków i Niemców. - Robiliśmy portrety, które potem zestawialiśmy ze sobą. Okazało się, że na białym tle Polacy i Niemcy wyglądają tak podobnie, iż trudno odróżnić, kto jest kim - opowiada Paweł.

Z targu przenieśli się na most graniczny łączący Zgorzelec i GĂśrlitz. Byli też w klubie sportowym po niemieckiej stronie. - Robiliśmy ludziom portrety, a oni się nam zwierzali. Polka opowiadała, jak jako dziecko pisała z kolegami listy do Niemców, przywiązywała je do kamieni i przerzucała na drugą stronę Odry. Tak zaczynały się pierwsze polsko-niemieckie przyjaźnie - wspomina fotograf.

Efekt pracy zespołu Gilbert-Wyszomirski to kilkadziesiąt podwójnych portretów Polaków i Niemców żyjących na pograniczu: robotników, włóczęgów, zakochanych, starszego pana w kapeluszu. Jest też chłopak trzymający pod pachą plastikowego dzika. - To Niemiec, który w Słubicach szukał prezentu dla swojej matki - wyjaśnia Paweł. Fotografowie nie zamierzają podpisywać portretów. - Nie chcemy dolepiać ludziom plakietek: Polak, Niemiec - tłumaczą.

Przeciwko stereotypom

- Strasznie nas denerwowało, że media w Niemczech ilustrują materiały o Polsce fotografiami starego rolnika orzącego pole pługiem zaprzężonym w konia. A Polacy zbyt często pokazują niemieckich skinheadów. Dlatego postanowiliśmy stworzyć bank fotografii prasowych, które pokazywałyby Polaków i Niemców w bardziej obiektywny i wielobarwny sposób. Uczestnicy warsztatów natomiast mieli za zadanie nasz bank wypełnić - wyjaśnia Anke Papenbrock z Polsko-Niemieckiej Wymiany Młodzieży. W zeszłym roku w ramach warsztatów czternastu młodych fotografów z Polski i Niemiec ruszyło w podróż po obydwu krajach. Uczestnicy pracowali w dwuosobowych mieszanych zespołach.

Jak się zarabia na papieżach

- Wybrałyśmy temat papieża, bo on chyba najbardziej nas łączy, ale też pokazuje różnice. Wydaje mi się, że Polacy darzą Benedykta XVI wielkim szacunkiem. Niemcy zaś papiestwo komercjalizują - mówi Mareike GĂźnsche z Hannoweru. Mareike wraz z Krystyną Abraham fotografowały w Wadowicach, Krakowie i Marktl am Inn, mieście, w którym urodził się Benedykt XVI. Spotkały Polaków, którzy znali zmarłego papieża. Na ich zdjęciach można też zobaczyć, w jaki sposób po obydwu stronach Odry na papieżach się zarabia. Mareike i Krystyna uwieczniły sprzedawane w Bawarii papieskie piwo i znicze z wizerunkiem Jana Pawła II.

W chlewie jak w obozie

Bartłomieja Malinowskiego i Astrid Spiegeler zainteresowało to, jak Polacy i Niemcy traktują zwierzęta. Postanowili odwiedzić z aparatami niemieckie i polskie gospodarstwo rolne. - W Niemczech mieszkaliśmy u rolnika, który starał się uprawiać ziemię własnymi rękami i używać jak najmniej maszyn. To było gospodarstwo ekologiczne. W Polsce trafiliśmy do wielkiego rolniczego kombinatu. Różnica była kolosalna. Niemiec, choć zabijał zwierzęta, traktował je z szacunkiem, a w polskim kombinacie traktowano je jako przedmioty. Patrząc na stłoczone za kratami świnie, miałem wrażenie, że jestem w obozie koncentracyjnym - opowiada Bartłomiej.

Zdjęcia trafią do agencji

Anke Papenbrock: - Największy problem mieliśmy z wyborem zdjęć. Fotografowie zrobili ich prawie tysiąc i wszystkie były interesujące. W maju na zakończenie Roku Polsko-Niemieckiego zdjęcia trafią na wystawę. Będziemy też wydawać je na pocztówkach i w katalogach. Fotografie trafią też do zbiorów polskiej agencji PAP i niemieckiej DPA, tak by redakcje szukające obrazów z Polski czy Niemiec nie musiały sięgać po stereotypowe i zgrane motywy.

- Prace, które oglądałem, były na bardzo wysokim poziomie. Sam chciałbym zrobić takie zdjęcia i tak się angażować w pracę - mówi Tim Brakemeier, fotograf DPA, który opiekował się uczestnikami.

- W warsztatach nie chodziło tylko o zdjęcia. Poznałam ciekawy kraj i znalazłam przyjaciółkę. Z Krystyną spędzimy następne wakacje - zapowiada Astrid.

- Wychowywano mnie w duchu niechętnym Niemcom. Do tej pory patrzyłem na ten kraj przez pryzmat wojny i działalności Eriki Steinbach. Dzięki warsztatom okazało się, że Niemcy to normalni ludzie i nie trzeba się ich obawiać - dodaje Bartłomiej.

Źródło: gazeta.pl

Sokół

Nazwa Sokół mówi sama za siebie. Drapieżny ptak o dumnej sylwetce, wszechwidzącym spojrzeniu, uzbrojony w silny dziób i ostre szpony. Kiedy w połowie lat trzydziestych nazwę tę przeniesiono na motocykle produkowane w Centralnych Warsztatach Samochodowych w Warszawie, zaczęła kojarzyć się z najlepszymi cechami tych maszyn. Potężny silnik, niezniszczalna konstrukcja, majestatyczne kształty. W pewnym okresie motocyklista słysząc słowo Sokół, najpierw kojarzył je z ciężkim motocyklem, a dopiero później przypominał sobie, że to ptak. Tak jest zresztą do dziś. I z tego też powodu Sokół 125 jest ewenementem. Jeśli pozostać przy ptasich imionach, nie raz wykorzystywanych do nazywania wyrobów rodzimego przemysłu motocyklowego, powinien nazywać się np. Jaskółka.

Dysonans spowodowany chyba nostalgią twórców za tym co było jest oczywisty, ale zdarzał się i w innych firmach, bardziej znanych niż Państwowe Warsztaty Samochodowe. Przykładem może służyć angielski Coventry Eagle (orzeł z Coventry), którego nazwa wspaniale dopasowana była np. do modelu Flying 8 - potężnego, szybkiego motocykla z widlastym silnikiem JAP, konstrukcyjnie nie ustępującego Brough Superior'owi.Po jakimś czasie zaczęto produkować jednak malutkie dwusuwy, a nazwa została. Sokół 125 to motocykl, od którego rozpoczęła się powojenna motoryzacja w Polsce, nie mógł więc być maszyną drogą i technicznie skomplikowaną.. Wiadomo jaka była kondycja kraju wycieńczonego wojną, próbującego uruchomić podstawowe działy gospodarki, aby jak najszybciej życie wróciło do normy. Nie był to też odpowiedni czas do realizacji ambitnych projektów motocyklowych. Niespełna rok po zakończeniu działań wojennych podjęto decyzję o produkcji motocykli w Polsce. Postawiono na jednoślady, jako podstawowy środek transportu - najtańsze w produkcji, czyli najszerzej dostępne, najprostsze w obsłudze i gwarantujące dotarcie w rejony pozbawione utwardzonych dróg, tym samym niedostępne dla samochodów. Wybór padł na DKW 125 RT, popularny motocykl, znany od przed wojny i chyba najczęściej w historii motoryzacji wykorzystywany jako wzorzec do budowy najprostszych konstrukcyjnie jednośladów. Stał się on także protoplastą Sokoła 125. Silnik oznaczony S 01 wykonywano we Wrocławiu, w Państwowych zakładach Lotniczych, zaś pozostałe elementy w Państwowych Zakładach Samochodowych w Warszawie, gdzie dokonywano też montażu całości. Motocykl ten produkowany od 1947 roku, miął silnego konkurenta w podobnej konstrukcyjnie i wyposażonej w ten sam silnik SHL M04 i ostatecznie ustąpił jej miejsca w 1950 roku, kiedy zaprzestano jego produkcji. Tych kilka krótkich lat to najtrudniejszy etap odbudowy kraju z wojennych zniszczeń, nic dziwnego zatem, że nie ewoluował do konstrukcyjnie i do końca był motocyklem do końca uproszczonym. Z tego też powodu przez długi czas nie wzbudzał większego zainteresowania miłośników zabytków motoryzacji, co doprowadziło do prawie całkowitego wyginięcia tego rzadkiego motocykla. Większym zainteresowaniem niż u kolekcjonerów cieszył się u twórców wózków ręcznych, którzy polowali na koła, oraz wśród konstruktorów opylaczy rolniczych, którzy wykorzystywali silniki. Reszta maszyny trafiała zazwyczaj na złom. Dopiero w ostatnich latach kolekcjonerska aktywność rozszerzyła się także na pojazdy tego typu. Słabiutki silnik i niewielkie wymiary bardzo ograniczają zakres wykorzystywania Sokoła i praktycznie najlepiej sprawuje się on w mieście, gdzie niewielka prędkość maksymalna i ograniczone przyspieszenia nie są tak dokuczliwe jak na trasie. Ważny atut (szczególnie 50 lat temu) to niewielkie zużycie paliwa zamykające się przy spokojnej jeździe w 2,5 l/100km. Właściciele Sokołów 125 nie mieli powodu do narzekań oceniając ogólną sprawność swego pojazdu. Aczkolwiek zdarza się, że podczas jazdy w komorze iskrownika następuje wybuch mieszanki, która dostaje się przez uszczelniacz wału korbowego i następnie zapala się od iskry na przerywaczu. Zazwyczaj po takim wybuchu trzeba zatrzymać się i przeszukać przydrożny rów w poszukiwaniu dekla aparatu zapłonowego...

Ten niewielki motorek może i nie jest maszyną marzeń, ani rarytasem kolekcjonerskim, lecz warto ocalić jak najwięcej istniejących jeszcze egzemplarzy, aby nie zapomnieć jak wygląda pojazd, od którego rozpoczął się polski motocyklizm po drugiej wojnie światowej.

Erwin Gorczyca - "Świat Motocykli" 8/97

Ponizej publikuje list otwarty do dr. Mariana Krzaklewskiego -
Przewodniczacego NSZZ "Solidarnosc" i AWS
oraz prof. Jerzego Buzka - Premiera Rzadu RP,
ktory byc moze wplynal na przebudzenie sie polityczne AWS

     Szanowni Panowie!
     Zwracam sie do Was, liderow tego co zostalo z "Solidarnosci" czujac sie
nadal zwiazany z owym "Wspanialym Ruchem" i zdajac sobie doskonale sprawe z
tego, ze moj glos wyraza odczucia co najmniej 9 mln czlonkow tej "pierwszej
Solidarnosci", ktorzy dzisiaj... znowu stanowia owa milczaca wiekszosc.
     Obydwaj Panowie zostaliscie wyniesieni na najwyzsze stanowiska dzieki
poparciu Narodu Polskiego, ktory wielokrotnie oszukany, jeszcze raz chcial
wierzyc, ze nie zawiedziecie jego zaufania. Oczywiscie obiecywaliscie
Panowie spelnic te oczekiwania i dazyc do realizacji celu naszej
Solidarnosci, czyli zaprowadzenia w Polsce ustroju SPRAWIEDLIWOSCI
SPOLECZNEJ, UCZCIWOSCI I ROWNYCH SZANS DLA KAZDEGO OBYWATELA ORAZ
SPOLECZNEGO POKOJU.
     Te oczekiwania nigdy nie byly i nie sa dzisiaj zadna fanaberia, LECZ
MINIMUM NIEZBEDNYM DO EGZYSTENCJI PANSTWA NARODOWEGO, ZABEZPIECZAJACEGO
"NASZ, SPECYFICZNIE POLSKI, SPOSOB ZYCIA".
- zycia - zakorzenionego gleboko W NASZEJ przebogatej historii,
- zycia - i jego przekazania z wychowywaniem nastepnych pokolen zgodnie Z
NASZA piekna, polska tradycja i kultura,
- zycia - wyznajac religie ojcow NASZYCH,
- zycia - poslugujac sie NASZYM, polskim jezykiem,
- zycia - utrzymujac sie z owocow NASZEJ, pieknej, polskiej ziemi,
- zycia - z pracy NASZYCH, polskich rak, prowadzac NASZA, polska gospodarke
sluzaca przede wszystkim NASZYM POLSKIM potrzebom.
     BO PRZECIEZ NIC INNEGO, A TYLKO TEN NASZ, WLASNY, "POLSKI SPOSOB
ZYCIA", WYROZNIA NAS SPOSROD  R O D Z I N Y  INNYCH NARODOW I CZYNI
POLAKAMI.
     To cos, co jest tak niezmiernie wazne dla Polakow zamieszkujacych
terytorium Polski, jest tak samo, a moze nawet wazniejsze, dla prawie tak
samo licznej polskiej diaspory. Polonii, ktorej istnienie jest najlepszym
dowodem, jak szkodliwy jest i do jakich tragedii prowadzi brak istnienia
warunkow do narodowego istnienia w Kraju.
     Jest to problem o najwiekszej wadze dla przyszlosci Polski, dla jej
fizycznej, suwerennej egzystencji! I nie jest to, niestety, zadne
dramatyzowanie.
     Przypominam Panom fakt, ze w przeciagu ostatniego dwudziestolecia,
Polska poniosla straty ludnosciowe, porownywalne tylko do strat wyniklych z
najbardziej tragicznych katastrof naszego narodu.
     Straty te sa tym dotkliwsze, ze nastapily w czasie pokoju. Bez zadnego
konfliktu militarnego, bez zadnego kataklizmu spowodowanego silami przyrody.
Jest to i pozostanie juz na zawsze faktem, ze tylko i wylacznie glupota i
pycha, niepochamowana chciwosc, cynizm i chamstwo rzadzacej kasty,
spowodowala sytuacje, ze czujac sie kompletnie niepotrzebnym, wyalienowanym
w swojej wlasnej Ojczyznie i nie majac zadnej nadzieji na poprawe swojej
sytuacji - Polske opuscilo udajac sie na stala emigracje ponad 1 milion 300
tys. Polakow.
     Dane o owych Exodus - Wyjsciu Polakow z Polski sa nadal wstydliwie
ukrywane pomimo, ze nie przyznajecie sie Panowie do zadnego zwiazku z
poprzednim, komunistycznym rezimem. Nie musze dodawac, ze znakomita
wiekszosc owej emigracji to byli i sa ludzie mlodzi i bardzo mlodzi, ktorzy
zasilili ekonomie krajow osiedlenia. Ludzie w znakomitej wiekszosci dobrze
wyksztalceni i przygotowani zawodowo, swiadczy o tym ich pozycja zawodowa i
spoleczna w nowych krajach, nieporownywalna do zadnych innych poprzednich
fal emigracyjnych.
     W ostatnich tygodniach i miesiacach, daje sie zauwazyc, niepokojace
zjawisko aliencji coraz szerszych kregow spolecznych, ktore znowu zakonczy
sie nastepna fala masowej emigracji z Polski, pomimo wprowadzenia ogromnie
restrykcyjnych zabezpieczen emigracyjnych w tradycyjnych krajach osiedlenia,
ktore to zjawisko - jak na razie - tylko opozniaja.
     Zaledwie ponad 30% frekwencja wyborcza potwierdza wyraznie owo grozne
zjawisko negacji i aliencji. SWIADCZY TO, ZE NADZIEJI - JAKIE W WAS
POKLADALI POLACY, NIESTETY PANOWIE, NIE SPELNIACIE - A W TO, ZE JE
KIEDYKOLWIEK SPELNICIE, JUZ NIE WIERZA.
     Zaoferowaliscie i poparliscie Panowie swoim autorytetem Ustawe
Zasadnicza i Ordynacje Wyborcza, ktora Narod Polski z narodu gospodarza
uczynila drugorzednym przedmiotem praw i obowiazkow, a nie podmiotem.
Przynaleznosc bowiem do narodu polskiego w obliczu przywilejow, jakie nadaje
Konstytucja wszelakim mniejszosciom narodowym, czyni z Polaka, obywatela
polskiego drugiej kategorii. (Vide - rezultaty wyborcze we Wroclawiu i
Opolu).
     Bazujacy na owej nieszczesnej Konstytucji porzadek prawny dokonuje
sanacji niespotykanego w historii Polski zlodziejstwa i grabiezy narodowego
majatku, a winnych owej zbrodni zamiast pociagnac do odpowiedzialnosci
karnej (!!!) nobilituje.
     Porzadek polityczny pozbawil Narod Polski jego suwerennej,
demokratycznej decyzji i odpowiedzialnosci za przyszle swoje losy, a
suwerenem w Polsce ustanawia egzekutywy organizacji partyjnych. Haniebny
system proporcjonalnych wyborow, jak i progow wyborczych doprowadzil do
sytuacji, ze proces wyborczy uchodzi w oczach konstytucjonalistow z krajow
demokratycznych za (tak! tak!!!) parodie cyrku wyborczego (!).
     Restytuuje to w Polsce typowy ksenooligarchiczny ustroj
partyjnokratyczny, ograniczĂĄjacy jakikolwiek wplyw na decyzje polityczne do
waskich grup partyjnych elit. Tym samym, stawia znakomita wiekszosc narodu w
sytuacji bezsilnych i niemych swiadkow wydarzen, pozbawionych jakiejkolwiek
mozliwosci aktywnego wplywu na ich bieg, a upragniony stan pokoju
spolecznego zastepuje stale poglebiajacym sie procesem spolecznej
frustracji, alienacji i negacji.
     Szczytem zwyrodnienia, ostatnim stadium rozkladu systemu
komunistycznego, a zarazem najlepszym wymiernikiem jego idiotyzmu, byl
gigantyczny aparat biurokratyczny panstwa. Polip prozniaczy, a zlosliwy
zerujacy na gospodarce narodowej i wiszacy, jak kamien u szyji swiata pracy.
     Po tzw. przelomie w wyniku dzialan reformatorow rzekomo wywodzacych sie
ze swiata zorganizowanej pracy, ow aparat ulegl podwojeniu w przeciagu
zaledwie kilku lat.
     Przy czym apanaze owego aparatu wzrosly kilkakrotnie w porownaniu z
czasami komunistycznymi... Brzmi to, jak idiotyczny zart, wyglada jak
parodia groteski, lecz jest to niestety tragiczna, gorzka, polska, jak
najbardziej rzeczywista - dzisiejszosc.
     Eskalacja wytworzonej sytuacji przez waszych poprzednikow, jak i wasze
Panowie przyzwolenie i zjawisk takowych akceptacja, spowodowala
natychmiastowe przemieszanie sie struktur politycznych z nieformalnymi
strukturami grup przestepczych i zorganizowanej zbrodni. Jest to
"latynizowanie panstwa" czyli umacnianie na dlugie lata niezwykle groznego i
zabojczego dla bytu panstwowego Polski - ustroju zorganizowanej korupcji!
     PANOWIE JESTESCIE TEGO SWIADOMI!!!
     Ow oligarchiczny partyjno-mafijny uklad, przejal kontrole nad cala
gospodarka narodowa i czyni wszystko, w kierunku usankcjonowania grabiezy i
uzyskania aktow wlasnosci chociazby do czesci ochlapow. W procesie owej
kanibalizacji polskiej ekonomii zostaje zaprzepaszczony bezpowrotnie ogromny
majatek wypracowany przez narod polski pod batem komunistow.
     Do owej uczty ekonomicznych padlinozercow, zaprasza sie zorganizowane
spekulacyjne, globalistyczne grupy kapitalowe. Grupy te posiadajac
ekspertyze w zakresie przejmowania majatku, droga niszczenia gospodarki, jak
i dowodow i sladow owej zbrodni, swiadcza dobre uslugi miejscowym hienom
ekonomicznym i za odpowiednia zaplata, dostarczaja odpowiednich alibi,
schowkow za zagrabione kapitaly, jak i w sytuacjach kryzysowych,
bezpiecznych melin poza granicami Polski.
     W ciagu ostatnich lat polski produkt wysoko przetworzony z duzym
wkladem mysli technicznej i rodzimej technologii, znikl ze swiatowych
rynkow. Utrata tradycyjnych rynkow broni, przemyslu maszynowego, maszyn i
ciagnikow rolniczych, przemyslu okretowego, jak i serwisu
inzynieryjno-budowlanego to utrata pracy w Polsce, to utrata zrodel
godziwego utrzymania polskich rodzin. A to jest niczym innym, tylko po
prostu zbrodnia przeciwko Polsce!!!
     Mowiac wiele o waszej trosce o polska rodzine, jakos zapominacie
Panowie o tak waznym czynniku.
     Wierzac w mit, ze prywatyzacja jest panaceum na wszystkie problemy
Polski, dopuszczacie Panowie do wyprzedania za bezcen w obce rece
najbardziej istotnych czesci narodowej gospodarki - zapominajac, ze w ten
sposob pozbawiacie Narod Polski mozliwosci kierowania wlasnym losem.
     Dopuszczacie Panowie do niczym nie ograniczonego obrotu ziemia, w
sytuacji istnienia kominow cenowych ziemi w Europie - niszczac w tym samym
czasie sol polskiej ziemi - Polskiego Chlopa. Pomaga w tym chetnie i
nachalnie, z nienawistna gorliwoscia, sprzedajna kasta zawodowych
propagandystow. Kasta, ktora zawlaszczyla publiczne czy raczej panstwowe
srodki masowego przekazu, na czele z najbardziej efektywnym narzedziem
politycznej stymulacji PR i TV. Jej agentury specjalizuja sie w
pseudofachowym belkocie, powtarzajac horrendalne bzdury o niewydolnosci
polskiego chlopa. Slowem nie wspominajac, ze dokladnie w taki sam sposob, w
diametralnie odmiennym ukladzie ekonomiczno-socjalnym, ten sam kanibalizm
monetarystow niszczy i likwiduje najbardziej wydajnego rolnika na swiecie -
niszczy amerykanskiego farmera.
     Prawda jest jedna - zmonopolizowana, oligarchiczna, swiatowa mafia
posrednikow skupiajaca w swoich rekach skup, jak i przemysl przetworczy,
utrzymuje ceny skupu zboza i zywca 30-40% ponizej kosztow produkcji,
niszczac farmy (ceny zboza w 1947 roku byly wyzsze niz sa w 1998) - kiedy w
tym samym czasie gloduja miliardy i umieraja z glodu na swiecie miliony
ludzi.
     Panowie!
     Poslugujac sie naukowymi tytulami, przyznajac sie do korzeni
chrzescijanskich, przyjmujecie zarazem za dobra monete tlumaczenia
entropistow. Akceptujecie malthusianskie rozwiazania ekonomiczne, dokonujace
zaglady gospodarki fizycznej, niszczenia warsztatow pracy. W imie interesow ...

więcej »